Weszła do salonu jak burza zamknięta w ludzkiej postaci. Jej włosy — dzikie, nieposkromione i niewiarygodnie obfite — przyciągnęły wszystkie spojrzenia. To nie były tylko włosy; to było królestwo, korona, siła natury, która rzucała wyzwanie każdemu, kto odważyłby się je okiełznać.
Fryzjer, niewzruszony, uśmiechnął się jak człowiek gotowy stanąć przed lwem. Z każdym cięciem nożyczek w pomieszczeniu wstrzymywano oddech. Kłęby loków opadały, odsłaniając fragmenty twarzy od dawna ukrytej. Ludzie szeptali, niepewni, czy to wyzwolenie, czy świętokradztwo.
Minuty zamieniły się w godzinę, a na końcu metamorfoza była pełna. Zniknęła dzika grzywa, która ją pochłaniała — zastąpiona gładkim, rzeźbionym pięknem. Spojrzała w lustro i sama nie rozpoznała odbicia.
Tłum był oszołomiony. Jedni opłakiwali utratę jej legendarnej fryzury, inni nie mogli uwierzyć w elegancję, którą teraz ujrzeli.
Ale ona tylko się uśmiechnęła, szepcząc do siebie: „Czasem, by znaleźć to, kim jesteś, musisz odpuścić to, co cię ukrywa.”
Jej szokująca przemiana nie dotyczyła tylko włosów — chodziło o ukazanie osoby, którą zawsze była.